Motywacja to słowo które śni się wszystkim rodzicom od urodzenia aż do … oby nie do starości.

Cały czas kombinujemy jak tu namówić nasze maleństwo na więcej czytania książek, dodatkowe lekcje angielskiego, dodatkowe lekcje szachów itd. Problem w tym że zamiast naszych priorytetów dziecko ma swoje. Komputer, PSP, telewizor itp. pół biedy jak jest to kopanie piłki na podwórku ale jak nie możemy go wyciągnąć z przed tv to już jest problem.

Dlatego słowo motywacja jest tak często odmieniane przez wszystkie przypadki a jego synonimy śnią się nam po nocach. Oczywiście w teorii wszystko zostało już przerobione i jest wiele książek które w tym temacie można by przeczytać. Jak jednak wiadomo problem jest jeden. Jak przejść z teorii do praktyki. Tutaj już propozycji jest mniej a każdy przypadek jakby bardziej złożony i nijak nie porównywalny z naszym wic ze swego doświadczenia podpowiem. Każdy sposób jest dobry który prowadzi do celu lub jak ktoś inny powiedział cel uświęca środki. Oczywiście ktoś powie że półprawdy jest całym kłamstwem ale w tym przypadku się z nim nie zgodzę. Tutaj naprawdę wszystkie chwyty są dozwolone gdyż stawką jest rozwój a co za tym idzie przyszłość naszego dziecka.

Ale do rzeczy. Kilka przykładów z życia.

Przed zapisaniem córki do sekcji lekkoatletycznej w której to nie za bardzo chciała by się znaleźć ale która to z kolei z powodów logistycznych i zdrowotnych jest najlepszą dla nas opcją musimy troch pokombinować. Na początek wyszukujemy film w temacie zgodnym z naszymi zajęciami. Tutaj wybór mamy szeroki ale w moim przypadku wybór padła na „sprinterki”  /FAST GIRL 2012/  po krótkiej recenzji najpierw sami obejrzyjmy żeby nie wtopić czegoś niewłaściwego podczas seansu z naszą10 latką a potem już na spokojnie w weekendowy wieczór zapuszczamy haczyk. Film był super bardzo się podobał i wzbudził zainteresowanie wic jeden zero dla nas. Następnego dnia niby od niechcenia wyszukujemy w internecie finał mistrzostw Europy gdzie polskie ekipy męska i żeńska wygrywają medale. To również bardzo zaciekawia naszą córkę więc czas na kolejny etap. Trzeciego dnia lub za kilka dni organizujemy ekipę do zabawy na stadionie gdzie przez przypadek organizujemy zawody dla sztafety. Oczywiście pałeczkę przez przypadek mamy przy sobie. Po takich zawodach na stadionie gdzie 2 h bawimy się na powietrzu mamy przygotowany grunt aby zapisać małą na zajęcia z biegania. Oczywiście mi jest łatwiej bo w domu mam cała sztafetę ale wśród znajomych lub rodziny zawsze gdzieś możemy zorganizować 4 maluchów. Ktoś powie że to manipulacja i czyste oszustwo. Może tak może nie fakt jest taki że chcieliśmy zapisać na zajęcia biegowe 3 x w tygodniu naszą10 letnią córkę i jest zapisana a do tego ma motywację aby ćwiczyć. Tydzień temu nawet nie chciała o tym słyszeć bo w tym czasie leci w tv jej ulubiony serial. Jeżeli do tego załatwimy jej koleżankę z klasy która będzie chodzić na zajęcia z nią to jest idealnia.

Przykład 2.

6 letni syn jak każdy w jego wieku chce zapisać się na piłkę a my z różnych powodów nie możemy tego zrobić bo akurat wymarzyliśmy sobie szachy. Jak zawsze w moim przypadku ważna jest logistyka więc zanim coś zaplanujemy wyszukujemy różne opcje aby poradzić sobie z koordynacją

Teraz zarzucamy wędkę zaczynamy od wieczoru z grami planszowymi. Oczywiście wybieramy te najciekawsze żeby nasze dziecko miało jak najwięcej zabawy. Na drugi dzień wprowadzamy kolejną grę którą akurat przez przypadek kupiliśmy. Przez przypadek okazują się nią szachy ale żeby na początek nie było za trudno zaczynamy od skoczka potem bawimy się w szachy a po tygodniu dochodzimy do szachów. Oczywiście przez przypadek między czasie  włączamy film. Przez przypadek jest to „pionek” który w tym przypadku i dla tej dyscypliny jest najodpowiedniejszym wyborem i już mamy przygotowane podłoże przed zapisem małego na zajęcia szachowe w domu kultury. Jak do tego po tygodniu przez przypadek dołożymy film „szachowe dzieciństwo” to jest pewne że zabłyśnie w jego głowie nadzieja na zostanie mistrzem. Jeżeli mamy możliwość dołużmy do tego załatwienie jego kolegi aby od razu fajnie się czuł i miał sparingpartnera a wszystko dobrze się ułoży.

Oczywiście musimy pamiętać o naszej podstawowej zasadzie 20/60/20 która tak jak i gdzie indziej jak najbardziej obowiązuje przy wyborze zajęć dodatkowych  więc jeżeli natrafimy na nieciekawe zajęcia które nie zainteresowały naszego dziecka nie walczmy z wiatrakami ale poszukajmy innych. Najlepiej jednak aby tego uniknąć trzeba wcześniej przeglądnąć fora i poczytać o różnych zajęciach aby wybrać te właściwe.

Przykład 3

Dobrym pomysłem na zainteresowanie naszego dziecka jakąś dyscypliną jest obóz wakacyjny. Tutaj też wybór odpowiedniej oferty jest rzeczą niesłychanie ważną. Ciekawy i dobry wybór może nam bardzo pomóc w przekonaniu naszej pociechy do jakiejś dyscypliny a jak trafimy na marny to możemy odnieść zupełnie przeciwny skutek. Dlatego też pomysł na spędzenie wakacji musimy mieć już na feriach zimowych aby mieć dużo możliwości i wybrać te które nam pasują zarówno pod kontem rozwojowym jak też finansowym i czasowym.

Od razu nasuwa się pytanie na co zwrócić uwagę i jak dokonać wyboru. Odpowiedź jest prosta obóz to ludzie nie miejsce, ośrodek czy basen ale ludzie którzy będą opiekowali się naszymi dziećmi. Jeżeli ktoś robi masówkę na 200 osób z kadrą z łapanki o której wiadomo tylko że przeszli odpowiedni kurs to resztę można sobie dopowiedzieć. Ja osobiście sprawdzam kto jest opiekunem jakie ma doświadczenie, jakie osiągnięcia i jaką ofertę może nam przedstawić. Jeżeli na obozie jedzie nauczyciel który jest pasjonatem rowerów i wiem że w roku organizuje 50 rajdów rowerowych to można być spokojnym że nasze dzieci co dziennie pokonają przynajmniej 30 km na rowerze. Jeżeli na obozie jest pasjonat od tenisa stołowego który w swoim „cv” ma sukcesy w tenisie stołowym i wielu mistrzów wyszło spod jego ręki możemy być spokojni że na obozie będą sprawne stoły do tenisa, odpowiednia ich ilość i potrzebny sprzęt a trener postara się o to aby zainspirować nasze maluchy tą dyscypliną sportu aby pojawili się we wrześniu na jego zajęciach. I tak dalej i tak dalej. W moim przypadku tak to się odbywa i tego się trzymam. Oczywiście zdarzyło mi się wysłać dzieci na nietrafiony wyjazd w Bieszczady po którym moje dzieci przywiozły tylko naukę przeklinania ale po takiej szkole już nigdy więcej przez 10 lat nie popełniłam tego błędu.

Przykład 4

Zajęcia modelarstwa.

Patrząc na niechęć mojego męża do wszelkich napraw domowych czy majsterkowania postanowiłam zaszczepić kiedyś w naszych dzieciach pasję majsterkowania ale nie wiedziałam jak się za to zabrać. Zaczęłam oczywiście od przeszukania internetu i tak wpadłam na pomysł zajęć modelarskich. Na początek poszłam sama rozpoznać teren aby się dowiedzieć co i jak a jak już wszystko było gotowa wystarczyło tylko przygotować grunt. Czyli zakup taniego autka na baterię które po godzinie się zepsuło i wszystko było gotowe. Jak mój syn był niepocieszony z powodu zepsutej zabawki mama przyszła mu z pomocną propozycją odwiedzenia takiego pana co to wszystko potrafi naprawić. Nazajutrz pojechaliśmy na pierwsze zajęcia z modelarstwa gdzie pan naprawił autko ale dodatkowo pokazał małemu tyle ciekawostek że dalsze zajęcia była zaklepane. Co prawda nie wiem czy za 20 lat wyrośnie na pasjonata domowego majsterkowania a jego żona zyska domową złotą rączkę ale na pewno będą to ciekawe zajęcia które wielu rzeczy go nauczą.

Reasumując przez ostatnich 15 lat cały czas moje dzieci uczestniczą w wielu zajęciach dodatkowych. Balet, zespół pieśni i tańca, taniec nowoczesny, pływanie, badminkton, skoki do wody, zapasy, łucznictwo, lekka atletyka, siatkówka, szachy, golf, rowery itp. o szkole muzycznej nie wspominając czyli skrzypce, fortepian, gitara, flet, perkusja, akordeon. No i oczywiście dodatkowe lekcje angielskiego.  Uczestniczyły również w wielu obozach i wyjazdach które bardzo wiele ich nauczyły i rozwinęły. Pomimo tego że z części tych zajęć sami zrezygnowaliśmy a niektóre nie były optymalne to jedno jest pewne. Każde z tych zajęć coś wniosło w rozwój moich dzieci i nauczyło mnie być lepszą matką. Więc każde było naprawdę ważne. Pomimo tego że nieraz zastanawiałam się że może przesadzam a logistyka w pewnym momencie była napita jak w DHL to po latach wiem że to była jedyna i najlepsza droga jaką można wybrać.

Teraz gdy syn na drugim roku studiów prawa po odbyciu stażu w Parlamencie europejskim wyjechała do pracy na wakacje w Anglii aby doszlifować język  jestem pewna że każda godzina dodatkowego angielskiego przynosi efekty i była potrzebna. Po miesiącu za granicą ma wielu znajomych i wiele możliwości gdyż na wiele tematów może rozmawiać. Zna się na rowerach bo na nich jeździł, zna się na siatkówce bo ją trenował 6 lat, zna się na tańcu bo 8 lat tańczyła w zespole pieśni i tańca itd. Ktoś powie że to mało istotne sprawy ale ostatnio grając w siatkówkę plażową znalazł tańsze mieszkanie i ciekawych kolegów bo też jest inny język – język sportu.  Ale że by się nim posługiwać trzeba go wcześniej wyćwiczyć. Ostatnio również córka zachęcona przez brata pojechała do niego i razem pracują. Pomimo tego że skończyła pierwszy rok politechiki już sama wpadła na pomysł że może załatwi sobie Erasmusa w Anglii aby dalej szlifować język, myśli o tym że może jej wykorzystać swoją drugą maturę ze skrzypiec, może znajdzie dodatkowy zarobek przygrywając na skrzypcach. Oczywiście to dopiero gdybanie ale już na tym etapie widzi że ma wiele opcji i może je wszystkie wykorzystać a czy z którejś skorzysta czy nie to zależy tylko od niej w końcu jest dorosła.

 

W kolejnej części napiszę coś o determinacji które to słowo również uważam za klucz.

Pozdrawiam

 

Ps. Oczywiście jak ktoś chce więcej przykładów na „kiwanie” swoich maluchów to mam ich mnóstwo.

A jak ktoś powie że to nie fer to mu tylko powiem że każda godzina w której odciągniemy nasze dzieci od tv i internetu jest naszą wygraną i warta jest każdego fortelu. Dla tych którzy może jeszcze nie wiedzą o czym piszę i myślą że internet to też jest rozwój bo dużo w nim się dziecko nauczy. Oczywiście tak tylko tam nie musimy go stymulować bo samo wszystkiego się nauczy a raczej je musimy kontrolować aby za wcześnie czegoś się nie nauczyło.

Dla przykładu podam jeden przykład. Mój syn w wieku 7 lat miał już 3 konta na FB podczas gdy jego mama  żadnego. Jak i kiedy się tego nauczył nie wiem. Wiem natomiast że każde dziecko samo da sobie z tym radę.

I jeszcze jedno szybkie przemyślenie oczywiście moje dzieci również grają w internecie wiem co to jest LOL i pokemony. Nawet czasem sama z nimi gram ale od razu stawiam warunki. Jak chcesz oglądać jakieś filmiki szkoleniowe proszę bardzo ale masz do tego sam się nauczyć jak prowadzić bloga, jak robić filmiki, jak umieszczać filmiki w sieci itp. i tak przez rok wychowałam sobie w 6 klasie przyszłego komputerowca który już niebawem zadebiutuje ze swoim kanałem na Yutubie. I choć na razie nie wiem dokładnie co to takiego to wiem że jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma i z wszystkiego trzeba wycisną jak najwięcej.