Związek z tą dyscypliną to właściwie przypadek, ale jak się potem okazało przypadek, który wiele zmienił w naszej rodzinie. Czwarte moje dziecko – Adaś okazało się być dzieckiem bardzo chorowitym. Zresztą każdy, kto kiedyś zetknął się z astmą oskrzelową wie,  że to choroba ogromnie uciążliwa. Ciągłe przeziębienia, duszności czy napady bezdechu są dla rodziców kosmicznym problemem, a rozwiązania farmaceutyczne takie jak :  pulmicort, berodual, flixotait czyli  klasyczne ” wziewy” +  encorton,  to chleb powszedni.

Jeśli  dodam,  że w wieku 2 lat , mój syn miał  za sobą 7 hospitalizacji szpitalnych, w tym każda  dwutygodniowa,  to wyobrażacie sobie  jak trudne to były czasy. Ciągłe wizyty u pediatry , pulmunologa  i kolejne nowe teorie w leczeniu ,  wydawały się nie mieć końca. Dlatego w poszukiwaniu nowych rozwiązań szukaliśmy wielu ciekawych i czasami niekonwencjonalnych możliwości. Miałam dość eksperymentowania na moim dziecku farmaceutycznych specyfików.

Szukałam rozwiązania nie medycznego , które pozwoliło by mojemu dziecku rozpocząć normalne życie.

Mając za sobą dawno temu przedmiot na studiach taki jak biomedyka zaczęłam szukać, czytać , zgłębiać tajniki ludzkiego ciała. Dotarło do mnie , iż częsta zapadalność u dzieci astmatycznych na oskrzela przeradzające się w zapalenie  płuc to efekt złożony . Jak temu zaradzić .  Efekt moich przemyśleń był taki, iż   trafiliśmy na basen,  gdzie duża ilość wilgoci  sprawiała,  że nasz syn czuł się dobrze. Moja przygoda dziwnym zbiegiem okoliczności zaprowadziła mnie na rzeszowski basen przy ul. Matuszczaka.  Właśnie tam  swoją siedzibę miała sekcja skoków do wody. Początkowo podziwianie skoków było jedynie przerywnikami w zajęciach pływania mojego syna.  Po kilku miesiącach zaproponowano mi , aby syna zapisać właśnie na skoki. Z czasem ten sport wydał mi się jeszcze bardziej atrakcyjny z innego powodu. Takie ciągłe wychodzenie i wskakiwanie do wody mogło powodować,  iż ten nasz rodzaj inhalacji byłby jeszcze bardziej skuteczny.  Skoki do wody tym się charakteryzują , wychodzisz na wieżę , skaczesz , wychodzisz za basenu, znowu spinasz się na wieżę.   Tak kilkanaście razy , w dążeniu do perfekcji . Zaobserwowałam, że  dziecko zaczęło się uodparniać , ciągłe zmiany temperatury : ciepło w wodzie, chłód po wyjściu z wody .Ponieważ na wysokości 3m nad wodą temperatura jest niższa,  a woda cieplejsza dlatego te ciągłe zmiany temperatur,  dodatkowo zmiana ciśnienia podczas skoku do wody,  to wszystko po przeanalizowaniu,  pozwoliło mi podjąć decyzję,  iż musimy spróbować tej dyscypliny sportu przy maksymalnym zaangażowaniu .

Same początki były trudne i problemy zdrowotne od razu nie znikły,  ale już po roku efekty widać było doskonale. Na tyle,  że po dwóch latach trenowania o lekach mogliśmy zapomnieć może nie zupełnie zawsze miałam tzw. rezerwę taktyczną na wszelki wypadek , nie mniej wizyty u lekarza zdarzały się incydentalnie. Oczywiście nie wszystko to możemy zapisać na korzyść skoków,  gdyż i wiek dziecka oraz nasze doświadczenie w reakcji na zagrożenia po kilku latach obcowania z astmą był już zdecydowanie inny. Fakt jednak jest jeden na pewno skoki nam w tym wszystkim pomogły i jeżeli tylko ktoś ma taką możliwość to niech tego spróbuje, bo na pewno warto. Oczywiście po 3 latach trenowania treningi przerodziły się w  zajęcia 5 razy w tygodniu. Wiem, że to nie jest rozwiązanie  dla każdego,  ale nawet zajęcia/inhalacje basenowe 2 x w tygodniu uważam, że  mogą dać zamierzony efekt. Wracając do skoków,  w naszym życiu to tak się rozpędziliśmy,  że po 4 latach syn mój zdobył wicemistrzostwo Polski  . Jednak po czasie nawał treningów zaczął nas przerastać.

Ps.

Dlaczego pomimo takiego zaangażowania i niewątpliwych sukcesów , a wierzcie mi cudownym uczuciem jest oglądać własne dziecko na zawodach, czy też trzymać w rękach jego  trofea  takie jak : medal, puchar ,  postanowiliśmy rozstać się z tą dyscypliną. Jak już pisałam zabawa w sport jest super i każdemu ją polecam,  ale profesjonalne jego uprawianie i kadra narodowa to już całkiem coś innego i warto się zastanowić czy ze zdrowiem ma dalej dużo wspólnego. Specjalne diety w okresie dorastania  , pomiary klatki na :  wdech- wydech , to wszystko sprawia , że powinien pojawić się naszej głowie pytajnik .

Podziwiałam skoki do wody mojego syna z wysokości 3 m,  byłam tym zafascynowana. Kolejnym etapem  są skoki z 5m,  a na zawodach w Poznaniu syn skakał dla zabawy z 10 m,  to już nie było ciekawe i zaczęła włączać mi się wyobraźnia, co by było gdyby  np.  …..jakiś skok mu nie wyszedł. Wystarczy jedno salto lub jedna śruba niedokręcona,  aby zrobić sobie krzywdę. Dodatkowo te tysiące skoków oddanych na treningach /w wieku 9 lat to jest już 5 treningów w tygodniu/ mogą z czasem powodować urazy. Wystarczy obejrzeć film „Wstrząs” o futbolu amerykańskim, aby zrozumieć o czym mówię.

Reasumując  skoki do wody jest to wspaniała dyscyplina, ogólnorozwojowa, idealna dla dzieci w wieku 5-10 lat,  ale według mnie tylko do poziomu klubowego i wysokości 3m. Potem to wszystko już mniej mi się podoba,  nie mniej skoki na olimpiadzie zawsze będę oglądać i podziwiać zawodników,  jednocześnie zdając sobie sprawę,  jak trudna to dyscyplina i ile wysiłku należy włożyć , aby w niej odnosić sukcesy.