Czy w dzisiejszych czasach możemy wyobrazić sobie w ogóle zdanie matury bez korepetycji?

Właśnie po 10 latach studiowania wszelkich meandrów naszej edukacji,  na każdym jej poziomie od zerówki po 2 rok studiów zdałam sobie sprawę,  że jak w wielu dziedzinach,  również edukacja jest ogarnięta zbiorową iluzją, gdzie wszyscy coś udają. Rodzice udają że wychowują dzieci, dzieci udają, że się uczą, szkoła udaje że kształci itd. Jak to jest możliwe i dlaczego wszyscy udają , że wszystko jest ok.

Na początek jak zwykle kilka przykładów:

  1. Nie wiem dlaczego wszyscy twierdzą, że szkolnictwo jest bezpłatne skoro 80% rodziców słono dopłaca do tego, aby ich dziecko bądź to zdało maturę lub też zdało ją na odpowiednio dobrym poziomie. Wszystko po to, abyśmy potem mogli dowolnie wybrać idealny kierunek i jak sądzę , aby mieć poczucie, że jako rodzice zrobiliśmy absolutnie wszystko w procesie kształcenia pociechy.

Nie wiem ile procent rodziców wspomagało nauczanie swoich dzieci poprzez korepetycje, ale na pewno dużo. Oczywiście ja również,  nie byłam wyjątkiem i dałam się wciągnąć w tą spiralę naukowej fascynacji,  a raczej outsourcingu naukowego,  tylko po to aby mieć poczucie,  że wszystko jest w porządku. Przez ostatnie 10 lat sprawdziłam pewnie wszystkie modele korepetycyjnych możliwości. Moje dzieci uczęszczały na angielski w grupach-  szkoła nauki angielskiego, miały również korepetycje w domu –  korepetycje indywidualne. Oczywiście marzenia o medycynie doprowadziły również do korków z biologii / ? /h/. Dodatkowo to wszystko działo się tak szybko,  iż właściwie rodzic nad tym wszystkim się nie zastanawia i brnie przez lata nauki nakręcany przez maszynę edukacji. Nikt mu nie powie że 80% tych wszystkich działań w ogóle nie ma sensu.

  1. Szkoły specjalnego przeznaczenia. Mam tu na myśli szkoły typu „Montessori”, „Korczakowskie” itp. Wielu ludzi myśli, że jak ktoś potrafi przygotować wspaniałą ulotkę i ciekawą prezentację to potrafi również uczyć? To nie rodzaj szkoły,  ale osoba nauczyciela czyni daną szkołę tą wyjątkową. Co z tego,  że poślemy nasze dziecko do wybitnej szkoły,  jak zatrudnią tam przeciętnego nauczyciela bez kwalifikacji, bez pasji i  „polotu”. To sposób poszukiwania potencjału uczących ma być wyznacznikiem tego jak szkoła uczy,  a nie jej logo.
  2. Szkoły katolickie, w których poziom jest bardzo wysoki i trzymane duże rygory. To wszystko prawda,  ale nie sztuka mieć dobre wyniki rekrutując uczniów ze średnią 5,0 i lepiej. Każda szkoła z łatwością wychowałaby wybitnych absolwentów,  gdyby w jej progi weszli tyko uczniowie z poziomu 5,0 i wyżej. Sztuką i pokazaniem poziomu było by,  zrobienie z klasy z poziomem  3,0 po trzech latach poziomu  do 4,5.

Oczywiście nie mam nic przeciwko wszystkim tym szkołą,  są one bardzo potrzebne i pokazują różnorodność procesu edukacji tylko proszę nie mieć złudzeń,  żadna szkoła sama niczego nie nauczy,  ani nikogo nie wychowa, jeśli  rodzic nie będzie filarem takiej edukacji. To w domu musimy wyznaczyć granice, pilnować, motywować i być strażnikiem. To my rodzice  decydujemy jakie zajęcia dodatkowe uczeń wybierze i w jakim rozmiarze.  To my mamy kontrolować postępy na każdym etapie rozwoju.  Dlatego zanim zdecydujemy się na kolejne korki to lepiej dobrze się zastanówmy,  czy one coś nam dadzą,  poza poczuciem,  że zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy. Może zamiast wydawać 50zł/h lepiej poświęcić 15 min na to, aby zmotywować własne dziecko,  aby samo zechciało się uczyć. Bo jak ktoś kiedyś napisał:

„Dobra jest nauka lecz gdy jej ktoś szuka

Nie z dumy nie z pych mój Panie”

Dlatego pierwsze wymyślmy,  jak zrobić aby dziecko chciało się uczyć,  a może pozwólmy się mu uczyć tego czego ono chce. Wtedy na pewno efekty będą o wiele lepsze, niż podczas dodatkowych lekcji „odbębnianych na odczep”

Co prawda do tych wniosków doszłam po  10 latach , intensywnej edukacji własnych dzieci ,  ale wydaje mi  się, że zaczynam rozumieć,  na czym polega edukacja.  Te przemyślenia pozwoliły  mi  w tym roku szkolnym zakończyć wszystkie dodatkowe lekcje np. angielskiego. Czas i pieniądze przeznaczyłam na szukanie sposobów edukacji  oraz sposobów motywowania do edukacji.

Dzięki tak małej zmianie,  mam więcej czasu na rozmowę z dziećmi i poznanie ich potrzeb. Jestem przede wszystkim bardziej  zorientowana w tym jakie mają braki , co trzeba nadrobić , co wytłumaczyć. Jakie materiały warto zaproponować , aby czymś je zainspirować .  Tak uczę się i kolejny raz odświeżam materiał , który już kiedyś przerabiałam.

Dlatego zanim się rozpędzimy i wpadniemy w wir maszyny edukacji,  najpierw pomyślmy,  że to rodzic jest najlepszym nauczycielem. Mając codziennie styczność ze swoim dzieckiem i obserwując go na co dzień,  może odmienić każde dziecko w wybitną jednostkę,  jeśli tylko poświęci trochę  czasu,  aby odkryć jego potencjał i dostrzec talent. Ktoś powie,   jak mam nauczyć swoje dziecko skoro ja nie znam angielskiego, fizyki a o chemii to nie wspomnę. Teoria edukacji pokazuje,  że najlepszym nauczycielem nie jest ten kto jest wybitny z danego przedmiotu,  ale ten kto jest dobrym nauczycielem. Proszę Państwa ostatnio przeczytałam artykuł,  gdzie było napisane,  że wybitny profesor nauczał przedmiotu,  którego w ogóle nie znał,  jednak jego podejście powodowało,  że miał super wyniki. Więc głowy do góry i sami zostańmy korepetytorami naszych dzieci,  a efekty przyjdą szybciej niż myślimy.

„Co o tym sądzisz”? to tylko jedno z pytań,  które pozwoli nam stać się wybitnym pedagogiem. Nasze dzieci same mogą się uczyć jeśli  tylko im na to pozwolimy i ich dobrze zmotywujemy. Dzisiaj w dobie internetu,  wszystko jest w naszym zasięgu. Wikipedia, gogle tam wszystko uzupełnimy, jeśli tylko czegoś brakuje w książce. Nie musimy wiedzieć o czym jest ta lekcja,  ale możemy wiedzieć co dziecko się dowiedziało i czego szukało, jak się do tego zabrało , a to wystarczy,  abyśmy mieli pełną kontrolę i byli zawsze na bieżąco. Rodzice wystarczy,  że sprawią że uczeń skupi się na uczeniu,  a reszta potoczy się sama. 60% zdobytej w życiu wiedzy przyswajamy sobie sami bez pomocy nauczyciela, wychowawcy czy też rodziców. Dlatego też musimy sprawić , aby nasze dzieci tak potraktowały naukę języka angielskiego, matematyki czy chemii. Proszę uwierzyć , że jest to możliwe.

Jednak pamiętajmy musimy uwierzyć,  że nasze dzieci są wyjątkowe, wyjątkowo zdolne,  a my musimy znaleźć ścieżkę,  aby do nich dotrzeć i ten potencjał w nich uwolnić.