Dlaczego system nauczania jest do bani? Jaki kierunek wybrać?

Autor

Tak sobie często myślę czy wszystko z naszym systemem edukacji jest ok? Im jednak więcej myślę tym bardziej się przekonuję, że chyba nie. Pomimo wielu reform i licznych zmian na palcach jednej ręki można by policzyć te zmiany które można by uznać za pozytywne i które pozwalają mieć nadzieję, że będzie lepiej.

Co z tego, że wszyscy wiemy jakich specjalistów nam potrzeba i w jakich zarabia się najwięcej, skoro i tak robimy po staremu. Przykładów można by mnożyć jednak ja przytoczę tutaj tylko jeden z własnego podwórka, bo ten pierwszy przyszedł mi do głowy. Wszyscy wiedzą, że brakuje nam lekarzy a zarobki w tej grupie zawodowej należą do najlepszych i chętnych nie brakuje. Jednak od lat nikt nic z tym nie robi lub robi niewiele. Przykładem niech będą dane które jako pierwsze się wyświetliły w mojej wyszukiwarce. Limity na studia medyczne studiów stacjonarnych (rok akademicki 2013/2014) przewidują 3165 miejsc. Przyjmując, że średnia europejska pokazuje, że tylko 50% osób rozpoczynających medycynę zostaje lekarzami /w Polsce pewnie jeszcze mniej/ mamy co roku 1500 nowych lekarzy w całym kraju. Dlatego jeszcze raz trzeba się zastanowić jaki kierunek wybrać?

Dla porównania co roku mury naszych uczelni opuszcza 5 tys.  np. inżynierów medycznych. Do tego całkiem podobna liczba inżynierów biomedycznych itd.  Może nie jestem wielkim ekspertem w dziedzinie rekrutacji i HR, ale nie trzeba nim być, żeby zauważyć, że w każdym standardowym szpitalu nie przypada nawet 1 inżynier medyczny na 10 lekarzy. Dlaczego więc kształcimy 1500 lekarzy a 10 tys. inżynierów medycznych którzy mają wspomagać ich pracę. Oraz czy ktoś przewidział w ogóle dla nich jakąkolwiek pracę. Jeżeli do tego dodam, że średnia pensja lekarza to na pewno co najmniej 4x pensja inżyniera medycznego to wydaje się zasadne pytanie czy nikt nie dostrzega głupoty tego systemu? Czy nie należało by rozważyć wykorzystanie tego potencjału wiedzy i wielkich możliwości do częściowego wykorzystania w deficytowych dziedzinach. Przecież taki inżynier, który z trudem przez 5 lat ciężkich studiów uczy się anatomii i wielu pokrewnych dziedzin mógł by z powodzeniem zostać wykorzystany do diagnozy np. wielu wad wzroku lub słuchu które polegają na analitycznej ocenie poszczególnych parametrów. Przecież gdyby te rzesze studentów w większości niedoszłych studentów medycyny /przypuszczam, że co najmniej połowa studentów takich kierunków to osoby które przed maturą marzyły o medycynie lub się do niej przygotowywały. / odpowiednio przeprofilować /ostatnie dwa lata studiów/ w łatwy sposób mogłyby nam pomóc uzdrowić naszą służbę zdrowia. Czy to jest aż takie skomplikowane?

Ps.

Problemem polskich uczelni medycznych jest nepotyzm. Raport Komisji Europejskiej z października 2013 wskazuje, że znaczące jest w Polsce zjawisko zawłaszczenia przez rodziny lekarzy uniwersyteckich posad, katedr i klinik, które bywają przekazywane wewnątrz klanów lekarskich

/dane Wikipedia/

 

Comments 1

  1. Tym bardziej dziwne że według statystyk WHO
    Lekarzy medycyny na 1000 osób
    Germany: 4.2
    Argentina: 3.9
    China: 3.6
    France: 3.2
    UK: 2.8
    US: 2.5
    Saudi: 2.5
    Canada: 2.5
    Japan: 2.3
    Poland: 2.2
    Mexico: 2.2
    Brazil: 1.8
    South Africa: 0.81
    India: 0.75
    Nigeria: 0.37

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *