Kto winien? System? Szkoła? Dziecko? czy Rodzic?

Od kilku lat obserwuje statystyki zdawalności matury i tak się zastanawiam jak to możliwe, żeby co roku od 20 do 30% młodych ludzi nie mogło zdać matury i czyja to jest wina. Tak jak w temacie winnych można zawsze wskazać i na kogoś winę zrzucić jednak tak naprawdę na końcu zostają z tym sami rodzice i dzieci. Przecież chyba nikt nie liczy na to, że jakiś urzędnik poniesie konsekwencje tego, że pytania były źle sformułowane lub treść zapisu można było interpretować w różny sposób. Podobnie ma się sprawa szkoły. Jeszcze nigdy nie słyszałam, aby jakiś nauczyciel, w którego klasie 50% osób nie zdało matury został za to zwolniony lub dyrektor takiej szkoły stracił swoje stanowisko a wydaje się to co najmniej warte zastanowienia.

Jednak nie pora i miejsce, aby rozwodzić się nad naszym systemem oświaty, gdyż to temat za szeroki jak na taki mały artykulik. Dlatego ja skupię się na tym aspekcie co może zrobić rodzic, gdyż to na nim przede wszystkim skupi się to i to on po nocach będzie się tym wszystkim przejmował.

Po pierwsze zanim wybierzemy szkołę, w której przyjdzie naszym dzieciom zdawać maturę najpierw sprawdźmy jej statystyki, bo przecież już na tej podstawie widać, gdzie nasze dziecko ma większe szanse na zdanie matury. Różnica pomiędzy 50% a 100% jest aż nazbyt widoczna i pomimo tego, że w różnych latach może ona nieco się zmieniać to jednak raczej będą to pojedyncze procenty niż odwrócenie się trendu.

Po drugie jak już zdecydujemy się na jakąś szkołę sprawdźmy jacy nauczyciele tam uczą. Proszę mi wierzyć różnica pomiędzy nauczycielem powiedzmy matematyki w klasie A lub C może być kolosalna. Dlatego warto zadać sobie troszkę trudu i poczytać opinie, bo ta sprawa jest po prostu ważna.

Kolejna sprawa to liczebność klasy. Proszę mi wierzyć nawet najlepszy nauczyciel będzie miał problem z nauczaniem w klasie 40 osobowej a na pewno jego wysiłek lepiej zostanie wykorzystany w klasie 20 osobowej.

No i na koniec najważniejsza rada szukajmy klasy z najwyższym poziomem nauczania. Najlepiej jak nasze dziecko zostanie zakwalifikowane z najgorszą średnią do danej klasy, bo to znaczy, że w niej wszyscy są przynajmniej teoretycznie lepszymi uczniami. Może to na pierwszy rzut oka wielu dziwić, ale szkoła średnia to czas, gdzie większość chce po prostu mieścić się w średniej. Dlatego nauka najlepszych spowoduje to, że najsłabsi najwięcej zyskają i również będą zmierzać w stronę średniej.

Ten przypadek znam doskonale, gdyż moje najstarsze dzieci są tego niezbitym dowodem. W tym samym czasie uczęszczały do tego samego liceum tylko jedno trafiło do najlepszej klasy w szkole /biol-chem/ ze średnią 4,9 a drugie do najgorszej klasy w szkole /Human/ ze średnią 3,3. Proszę mi wierzyć, że wyniki na maturze dokładnie odzwierciedlały poziom klasy pomimo tego, że rozpoczynając naukę w liceum zaczynały z tego samego poziomu. Oczywiście w różnych szkołach ten rozkład może być różny na różne klasy, ale zasada zawsze pozostanie ta sama. Dlatego jak tylko możemy zawalczmy o to, aby nasze dziecko poszło do najlepszej z możliwych klas. Proszę mi wierzyć możliwości w tym względzie zawsze są duże!

 

Ps. No i na koniec taka może nie najlepsza rada, ale wydaje się najważniejsza. W szkole średniej już zostawmy w spokoju zabieganie o jak najlepsze oceny z wszystkich przedmiotów. Skupmy się na tych najważniejszych z których chcemy zdawać maturę i do niej się przygotujmy na maxa. Bo co z tego ze nasze dziecko będzie co roku miało świadectwo z paskiem jak na końcu wynik matury nie będzie dla nas satysfakcjonujący. Oczywiście nie mówię tutaj o zdaniu czy nie zdaniu, ale każde z naszych dzieci po maturze idzie na studia a tam nikt nie zapyta o średnią z innych przedmiotów tylko sprawdzi wynik matury rozszerzonej z przedmiotów które tam właśnie wliczają do rekrutacji.