🛡️ Standardy Ochrony Małoletnich — bezpieczeństwo dzieci to nasz priorytet
← Wróć do najnowszych wpisów
Wychowanie

Przywróćmy prace domowe. Mądrze, krótko i z myślą o tych, którzy najbardziej ich potrzebują

2026-10-02 · 7 min
Przywróćmy prace domowe. Mądrze, krótko i z myślą o tych, którzy najbardziej ich potrzebują

Od kwietnia 2024 roku w polskich szkołach podstawowych prace domowe praktycznie zniknęły. Reforma miała dać dzieciom więcej czasu wolnego i wyrównać szanse między uczniami z różnych domów. Coraz więcej sygnałów od rodziców, nauczycieli i badaczy wskazuje jednak, że efekt bywa odwrotny. Z perspektywy rodzica i wychowawcy uważamy, że prace domowe powinny wrócić do szkół, choć w innej, rozsądniejszej formie.

„Powtarzanie jest matką nauki.” — przysłowie łacińskie (Repetitio est mater studiorum)

Co się zmieniło?

Od 1 kwietnia 2024 r. w klasach 1–3 nauczyciele nie zadają prac pisemnych ani praktyczno-technicznych. W klasach 4–8 prace domowe są nieobowiązkowe i nie podlegają ocenie. Ministerstwo Edukacji zapowiadało, że nie będzie powrotu do „godzin spędzanych nad lekcjami w domu”.

Uzasadnienie brzmiało rozsądnie. Szanse ma dawać szkoła, a nie dom. Ocenia się pracę ucznia na lekcji, a nie pracę rodzica czy korepetytora. Odzyskany czas dzieci miały przeznaczać na czytanie, pasje i ruch. Dochodzi do tego nowy problem: w dobie sztucznej inteligencji trudno sprawdzić, czy zadanie domowe uczeń wykonał samodzielnie.

To ważne argumenty i warto je traktować poważnie. Po ponad dwóch latach widać jednak, że założenia reformy rozjeżdżają się z codziennością.

Co widzą rodzice?

W ulicznych sondach przeprowadzanych przez media rodzice w większości oceniają likwidację prac domowych negatywnie. Najczęściej mówią o obawie przed spadkiem poziomu wiedzy. Najbardziej brakuje im zadań w klasach 1–3, czyli wtedy, gdy dziecko uczy się czytać, pisać i liczyć. Te umiejętności wymagają po prostu powtarzania. Kwadrans dziennie ćwiczenia literek czy tabliczki mnożenia trudno zastąpić czymkolwiek innym.

Druga obserwacja jest jeszcze bardziej niepokojąca. Czas, który zwolnił się po lekcjach, u wielu dzieci nie trafił do biblioteki ani na boisko, tylko do smartfona. Reforma zakładała, że dziecko samo wypełni wolny czas wartościowymi zajęciami. Tymczasem na tę „wolną przestrzeń” od lat czekają aplikacje zaprojektowane tak, by zatrzymać uwagę jak najdłużej.

Rodzice zauważają też, że część nauczycieli nadal zachęca do dodatkowej nauki w domu, tylko nieformalnie. W efekcie zasady są niejasne, a obowiązek przenosi się z ucznia na rodzica, który musi sam zdecydować, ile i czego dziecko powinno ćwiczyć.

Równość szans: argument, który działa w drugą stronę

Najpoważniejszym argumentem za likwidacją prac domowych była równość szans. Dzieci z zamożniejszych, wykształconych rodzin mogą liczyć na pomoc w lekcjach, a dzieci z domów uboższych lub zaniedbanych – nie. Wydawało się więc, że zdejmując naukę z domu, wyrównujemy start.

Ekonomista Paweł Dobrowolski w rozmowie z Gazeta.pl (styczeń 2025) przekonuje, że jest dokładnie odwrotnie. Powołuje się na badania z USA, według których prace domowe wyraźnie pomagają dzieciom z rodzin dysfunkcyjnych. W tak zwanych dobrych domach nie dają wiele albo nawet lekko szkodzą. Wniosek jest prosty: odgórna, jednakowa dla wszystkich likwidacja prac domowych najmocniej uderza w najsłabszych.

Dlaczego? Bo dziecko z rodziny, która ma czas, wiedzę i pieniądze, i tak będzie się uczyć po lekcjach. Rodzice kupią zeszyt ćwiczeń, opłacą korepetycje, zapiszą na angielski. Dla dziecka z domu, w którym nikt nie zapyta „co było dziś w szkole?”, praca domowa bywała jedynym zewnętrznym impulsem do powtórzenia materiału. Kiedy jej zabrakło, zabrakło wszystkiego.

Dwie Polski oświatowe

Ten problem nie dotyczy tylko pojedynczych uczniów. Dobrowolski opisuje „dwie Polski oświatowe”: duże miasta, w których rośnie sektor szkół prywatnych, oraz całą resztę. Udział uczniów w szkołach prywatnych wzrósł z poniżej 1% dwie dekady temu do około 8% w 2023 roku, a w Warszawie i Krakowie zbliża się do 20%. Różnice wewnątrz jednego miasta są ogromne: na warszawskiej Pradze-Północ do szkół prywatnych chodzi 0,4% uczniów, w Wilanowie – 34,6%.

Uczniowie szkół niepublicznych lepiej wypadają na egzaminie ósmoklasisty: średnio 60% z matematyki wobec 48% oraz 77% z angielskiego wobec 61%. Zdaniem Dobrowolskiego tej różnicy nie da się wytłumaczyć samym talentem.

Klasa średnia traktuje wykształcenie jako najważniejszą inwestycję. Edukacja to dla niej, po mieszkaniu, największy wydatek: korepetycje, języki, czesne. Rodziny, których nie stać na szkołę prywatną ani na tyle zajęć dodatkowych, ile by chciały – na przykład rodzina urzędnicza z kilkorgiem dzieci – zostają w szkole publicznej, która coraz mniej od uczniów wymaga.

Tu koło się zamyka. Rodzice z największymi aspiracjami odchodzą do szkół prywatnych, a szkoła publiczna traci tych, którzy najskuteczniej domagali się wysokiego poziomu. Jak przypomina Dobrowolski za amerykańskim powiedzeniem: usługi tylko dla biednych są biednymi usługami. Szkoła, która rezygnuje z systematycznej pracy ucznia, przyspiesza ten proces, zamiast go hamować.

Dlaczego jesteśmy za powrotem prac domowych

W fundacji RODZIC.EU od lat pracujemy z rodzicami, nauczycielami i specjalistami. Widzimy, że dziecku potrzebna jest i swoboda, i struktura. Dobrze pomyślana praca domowa daje mu kilka rzeczy, których trudno nauczyć inaczej:

Jak to zrobić mądrze

Nie postulujemy powrotu do wieczorów spędzanych nad stosem zeszytów. Krytyka dawnego modelu była w wielu punktach słuszna. Proponujemy rozwiązanie pośrednie:

  1. Krótko i regularnie. W klasach 1–3 kilkanaście minut dziennie, w starszych klasach nieco więcej. Liczy się systematyczność, nie objętość.
  2. Zadania, z którymi dziecko poradzi sobie samo. Praca domowa ma utrwalać to, co było na lekcji, a nie wprowadzać nowy materiał, który musi wytłumaczyć rodzic albo korepetytor.
  3. Wsparcie w szkole dla tych, którzy go potrzebują. Świetlica z możliwością odrobienia lekcji, zajęcia wyrównawcze, pomoc nauczyciela lub starszych uczniów. Wtedy praca domowa naprawdę wyrównuje szanse, a nie je różnicuje.
  4. Forma odporna na sztuczną inteligencję. Czytanie, ćwiczenia ustne, zadania praktyczne, krótkie sprawdzenie na początku lekcji. Zamiast zakazywać, warto zmienić sposób zadawania i sprawdzania.
  5. Decyzja bliżej ucznia. Dobrowolski proponuje, by więcej decyzji należało do dyrektorów i nauczycieli, a nie do odgórnych przepisów. Nauczyciel najlepiej wie, ile ćwiczeń potrzebuje jego klasa.

Co może zrobić rodzic już dziś

Niezależnie od przepisów rodzic ma realny wpływ na to, jak dziecko spędza czas po szkole:

Podsumowanie

Intencje reformy były dobre: chodziło o odciążenie dzieci i wyrównanie szans. Doświadczenia rodziców i argumenty ekonomistów pokazują jednak, że rezygnacja z prac domowych dla wszystkich jednakowo nie wyrównuje szans, tylko przerzuca odpowiedzialność na domy. Te zamożniejsze sobie poradzą. Te słabsze zostaną z niczym.

Dlatego opowiadamy się za powrotem prac domowych: krótkich, przemyślanych, możliwych do wykonania samodzielnie i wspieranych przez szkołę tam, gdzie dom nie jest w stanie pomóc. To nie jest powrót do przeszłości, tylko krok w stronę szkoły, która naprawdę daje szanse każdemu dziecku.

A jakie są Wasze doświadczenia? Czy Waszym dzieciom brakuje prac domowych, czy raczej odetchnęliście z ulgą? Podzielcie się opinią w komentarzu lub napiszcie do nas.

💡 Podsumowanie w 4 punktach:

  • 1. Likwidacja prac domowych nie wyrównała szans – zamożniejsze rodziny nadrabiają naukę prywatnie, słabsze zostają bez wsparcia.
  • 2. Najbardziej brakuje ich w klasach 1–3, gdy dziecko utrwala czytanie, pisanie i liczenie.
  • 3. Postulujemy mądry powrót: krótkie, regularne zadania, które dziecko wykona samo, wspierane przez świetlicę i zajęcia wyrównawcze.
  • 4. Rodzic może działać już dziś: stały kwadrans nauki lub czytania, rozmowa o lekcjach i jasne zasady korzystania ze smartfona.

Źródła: „Koniec z pracami domowymi”, Gazeta Prawna; „Rodzice o likwidacji prac domowych”, Wirtualna Polska, 4.04.2025; „Klasa średnia ucieka ze szkół publicznych” – rozmowa z Pawłem Dobrowolskim, Gazeta.pl, 20.01.2025.