Dzieci dobre i dzieci złe?
Ostatnio w Internecie natrafiłam na dość kontrowersyjny artykuł „klasa średnia próbuje wypchnąć ze szkół gorsze dzieci” I tak sobie myślę kto to jest ta klasa średnia? Kim są te gorsze dzieci? I Kto o tym decyduje?
Swoją drogą bardzo ciekawy artykuł i wiele się można z niego dowiedzieć, ale kilka wątków mnie w nim zastanowiło. Jakim cudem ktoś na etapie 3 czy 6 klasy szkoły podstawowej może wiedzieć czy jego dziecko straci czy zyska na obcowaniu z takim bądź innym kolegom? Prawdę mówiąc jak się tak głębiej zastanowiłam nad logiką tych wszystkich niby „mądrych ludzi”, którzy uważają, że ich „mądre dzieci” powinny się uczyć w mądrych szkołach to mi ich żal. Jak każdy rodzic od dwudziestu lat cały czas zabiegam o to, żeby moje dzieci dobrze się uczyły i poszły na dobre studia, ale do głowy by mi nie przyszło, żeby moim motywatorem było to że w ławce obok siebie znajdą dziecko murarza lub sprzątaczki. Oczywiście w gwoli sprawiedliwości dodam, że być może wynika to z faktu, że posiadając 6 dzieci, nie jesteśmy krezusami, ale też na nic nam nie brakuje.
Wracając jednak do tematu wszystkie badania pokazują, że najważniejsza w edukacji jest różnorodność. Możliwość zobaczenia, zetchnięcia się z wieloma różnymi doświadczeniami. Nie wiem, dlaczego większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że najważniejsze jest to na jakiego człowieka wychowamy swoje dziecko a nie ile będzie zarabiał. Co z tego, że syn czy córka zostaną doktorami jak w domu będzie przemoc czy inna patologia. Co z tego, że dziecko pozna 5 języków i odwiedzi wszystkie kraje świata jak odgrodzony od świata w swoim domu nie zauważy, że jego rodzice umierają w jakimś zapyziałym ośrodku, bo nie ma ich kto odwiedzić? Powiem więcej moje dzieci bardzo dobrze się uczą wygrywają konkursy naukowe i sportowe o czym już we wcześniejszych artykułach pisałam, ale za najważniejsze uważam to żeby wyrośli na dobrych ludzi. Cieszę się, że mieszkamy na otwartym osiedlu, gdzie wszyscy mogą grać razem w piłkę nożną, koszykówkę i tenisa oraz z tego, że zawsze na tych boiskach można zastać kogoś do kogo się przyłączamy, aby pograć. Muszę się przyznać, że nigdy nie byłam na takim ekskluzywnym osiedlu np. w Wilanowie, ale chciał bym zobaczyć, ile tam osób wieczorami czy w weekendy gra w piłkę, w kosza lub inne gry zespołowe. Nigdy w życiu nie zaryzykowałabym wychowania wykształconego snoba tylko po to, aby skończył uczelnie z wyższym rankingiem. Pomijając temat rankingów i tego na jakiej podstawie są ustalane to życie jest bardziej złożone niż nam się wydaje i rodzice powinni bardziej się skupić na tym, aby ich dzieci po prostu były szczęśliwe niż nad tym, żeby wyprodukować cyborga bez uczuć. Dlatego jeszcze raz powtórzę nauczmy dzieci kochać oraz pozwólmy im samym znaleźć szczęście na tym świecie. Nie uszczęśliwiajmy ich na siłę. Nawet jak jakieś dziecko pochodzi z domu, gdzie edukacja nie jest na pierwszym miejscu to nie jego wina i powinniśmy mu pomóc, aby i ono mogło osiągnąć sukces. Oczywiście ktoś powie, że nie moje dzieci to nie mój problem, ale skoro żyjemy w jednym kraju i za 30 lat też raczej nic się nie zmieni to może warto żebyśmy to zrozumieli już teraz że i trak stanowimy jedną rodzinę i jak o nią zadbamy od małego to po prostu będzie lepsza. Może zamiast wozić swoje dziecko na zajęcia golfa lepiej zorganizować trenera dla całej klasy i w ten sposób zmotywować swojego syna do tej dyscypliny. Dlaczego jak gra drużyna narodowa to wszyscy jesteśmy Polakami, a jak komuś źle się wiedzie to już go nie znamy. Może warto czasem poczytać biografie wybitnych ludzi, aby się dowiedzieć, że większość z nich pochodziła z normalnego, przeciętnego domu a nie z osiedla na „złotej górze”.
Ps. Nie mam nic przeciwko temu, aby rozwijać nasze dzieci jak tylko możemy i jak tylko nas na to stać. Wysyłać ich na wakacyjne kursy językowe, na obozy tematyczne i wiele innych zajęć które mogą je rozwijać. Przecież na to, aby ich dodatkowo rozwijać mamy całe popołudnie, weekendy i wakacje. Nie mam nic przeciwko aby wysłać dzieci na studia zagraniczne, gdzie spotkają różne kultury i nauczą się z nimi współdziałać.
Nie rozumiem tylko dlaczego ludzie wysyłają dzieci za granicę, aby się integrowały z całym światem jak przez 20 lat uczą ich, że najlepszym rozwiązaniem jest życie w domu z wysokim płotem i z dala od sąsiadów. Pewnie jednak jestem z tej części społeczeństwa która tego nie rozumie. Jeżeli jednak ktoś chce wychowywać swoje dziecko w taki sposób to wypada mu jedynie współczuć.
Ps2. Art. na który musiałam tak zareagować każdy znajdzie pod tym adresem.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23227940,sadura-mieszanie-dzieci-z-roznych-srodowisk-w-klasach-oplaca.html


